Dobra opiszę tą sytuację bowiem dzisiaj się pogorszyło i jest tragedia z małą. Więc nie wiem jakim cudem załatwiła sobie tą nogę, zauważyliśmy że bardzo kuleje a do tego ma całą siną. Bez zastanawiania się odrazu do weterynarza. Wet stwierdził zerwanie torebki stawowej, szylas dostał zastrzyk i nastawili mu tą kończynę po czym owinęli żółtawym opatrunkiem kilka razy. Wcześniej myślałem że to jakiś gips czy Coś. W tym opatrunku miał dwa tygodnie śmigać i być odizolowany od rodziców, bez żadnych półek i podobnych bajerów. I co się dzisiaj okazało, mała wariatka tak zaczęła sobie nogę skubać że zjadła z pół palców, cała pokrwawiona na bużce. Widocznie nie ma czucia w nodze i to jej przeszkadza. Co najgorsze jak zdjąłem jej ten opatrunek to widać wystającą kość, no noga to się ledwo trzyma innych część Delikatnie jej to przemyłem i założyłem nowy opatrunek, żeby nawet nie miała szansy tego skubać. Dzisiaj nie mogę dorwać weta, jutro skoczę z malutką to mu chyba głowę wyrwę, niech Coś zrobi z tym, bo jak to tak można! Żaden to ani utwardzający opatrunek na pałę zrobiony, bez żadnych zabezpieczających środków żeby ten chociaż bandażyk czy tam opatrunek trzymał się kupy a tu co. Dziewczyneczka straci nogę jeszcze do tego pójdzie jakaś infekcja to będzie dopiero.......
Pojechałem do weta tego dnia i odrazu inne podejście do szyla. Dał trzy zastrzyki i stwierdził że jest martwica nogi jak i złamanie z przemieszczeniem, całkiem co innego niż za pierwszym razem. Założył dwie łopatki drewniane usztywniając kończynę i owijając opatrunkiem. Całkiem inaczej to zrobił wet jak za pierwszym razem, nie mógłby tak wcześniej? Może była by szansa uniknięcia martwicy i obgryzania nogi przez szyla, teraz to nawet jej nie skubie. W następnym dniach wet kazał się zgłosić w razie krwawienia nogi, bowiem mogłoby nastąpić zakażenie itd. I tak właśnie było,noga zaczęła krwawić, przy następnej wizycie szylas dostał ponownie zastrzyk, zmieniono mu opatrunek i w najbliższych dniach ponownie do kontroli. Wet twierdzi że kawałek kończyny szyla na dnia uschnie i trzeba będzie amputować z 30 procent łapki. Uważa też że nic szylowi nie będzie i napewno da sobie radę. Niby tak, ale wydaje się że słabe podejście weta było początkowo do szyla, może by dało radę uratować całkowicie tą kończynę. Tak czy inaczej szylek nie będzie w stu procentach sprawny ale nie zmieni się jedno, będzie dalej kochany jak dotychczas, zdrowy i jest bardzo zwariowany.
[ Dodano: 2009-08-07, 22:00 ]
amputowali mu 70 prc nóżki ledwo wyszedł z narkozy, nie można było go po czasie dobudzić. Doszedł w końcu do siebie ale to już jednak nie było to samo męczył się tygodniami, nie skakał chociaż próbował nie wariatkował, był bardzo spokojny aż za bardzo więcej leżał Dzisiaj mi odszedł
asdfghjklpoiuyt.jpg Po drugiej wizycie u weta
Plik ściągnięto 462 raz(y) 57,17 KB
qazwsxedcrfvtgbyhn.jpg Po Pierwszej wizycie u weta
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum